Wirtualna wycieczka

          Cmentarz Ewangelicko-Augsburski jest niewielki, to jest on prawdziwym panteonem warszawskich przemysłowców, finansistów i działaczy gospodarczych. Powstał w 1792 r. poza wałami miejskimi. Wiązało się to z ogłoszeniem przez marszałka Lubomirskiego zakazu dalszego chowania zmarłych w obrębie miasta. Był to pierwszy w Warszawie cmentarz, którego plan rozrysował architekt Szymon Bogumił Zug. Peryferyjne położenie sprawiło, że nekropolia była dewastowana w kolejnych wojnach. Po raz pierwszy we wrześniu 1831 r., kiedy Warszawę obległa armia rosyjska. Ponownie w roku 1939 i w końcu w czasie Powstania Warszawskiego. Ślady kolejnych walk do dziś odnajdziemy na kamiennych grobowcach. Spacerując alejkami Cmentarza Ewangelicko-Augsburskiego, zagłębiamy się w historię warszawskiego przemysłu. Wystarczy wspomnieć króla czekolady Emila Wedla czy Hermana Junga zalewającego piwem całe Imperium Rosyjskie. Znajdziemy tu jednak także pomniki znanych artystów, takich jak Wojciech Gerson i Zygmunt Vogel, oraz architektów m.in. samego Bogumiła Zuga.


Jerzy S. Majewski

 

        Na Cmentarz Ewangelicko-Augsburski wchodzimy głównym wejściem, brama od strony ulicy Młynarskiej. Skręcamy w lewo w aleję 2. ciągnącą się wzdłuż muru. Empirowa kaplica zwieńczona greckimi akroterionami mieści grób jednego z najważniejszych warszawskich piwowarów początku XIX w. Jana Bogumiła Kazimirusa (1774-1816) - al. 2. nr 22. Piwo jego produkcji odznaczało się ponoć klarownością i wybornym smakiem. Powstawało w browarze przy ul. Grzybowskiej. Zaraz za kaplicą Kazimirusa, już przy samym murze, uwagę zwiedzających przykuwa marmurowe popiersie jego córki Joanny Neybaur (1802-85) wsparte na urnie przykrytej kirem (al. 2. nr 22). Rzeźba dłuta Bolesława Syrewicza jest portretem mieszczanki warszawskiej epoki "Lalki" Prusa. Jeszcze przed powstaniem listopadowym Joanna poślubiła znanego warszawskiego jubilera Stefana Neybaura. Z mężem poświęciła się pomocy ubogim. Pod jej wizerunkiem widnieje napis: "Matka Sierot".


       Grobowiec dr. Ludwika Andersa (1854-1920) - ordynatora kliniki wewnętrznej UW i domu podrzutków im. Księdza Boduena - spina alegoria Żalu - al. 2. nr 20. Piękna kobieta w luźnych szatach bardziej eksponujących niż skrywających jej ciało przysiadła w smutku nad granitowym grobowcem. Wykonana w brązie jest dziełem Bolesława Jeziorańskiego.


 
       W al. 2. nr 10 pochowany jest Adolf Daab (1872-1924), jeden z największych warszawskich przedsiębiorców budowlanych. Na łamach czasopism z pierwszej połowy XX w. roi się od reklam firmy popartych spisami zrealizowanych przez nią budynków, m.in. domu towarowego braci Jabłkowskich (dziś Traffic). Obok w al. 2. nr 10 widzimy nagrobek przybysza z Drezna Michała Grölla (1722-98).W Warszawie znalazł się w 1759r. za panowania Augusta III. W 1760 r. założył pierwszą polską gazetę ogłoszeniową, a niebawem otworzył księgarnię na Zamku Królewskim. Od 1775 r. prowadził też własną drukarnię - jedną z najważniejszych dla kultury polskiej schyłku XVIII stulecia. Wszedł do elity finansowej miasta, gdy poślubił Zofię Jacobson, córkę bajecznie bogatego jubilera warszawskiego.

 

       Wiele osób po raz pierwszy zwiedzających cmentarz zwraca uwagę na dość ponure wyobrażenia czaszek i piszczeli na drzwiach kaplicy Geirsslerów (al. 2. przy al. E) Ta neogotycka budowla po bokach ozdobiona jest też egipskim symbolem uskrzydlonego węża z tarczą słoneczną.
Po drugiej stronie alei pod murem widzimy nagrobek rodziny Rudolfa Ohma (1796-1857) wsparty na okrągłym cokole (al. 2. nr 2). Ohme był właścicielem jednego z najbardziej znanych podwarszawskich ogrodów-kawiarni pierwszej połowy XIX w. Znajdował się on na Wolskiej przy Młynarskiej. W altankach spotykali się tam przy piwie i fajkach warszawscy rzemieślnicy, młynarze oraz młodzież.
Idąc aleją 2., dochodzimy do kaplicy Halpertów, wznoszącej się po prawej stronie alei.

 

       Równie imponującego mauzoleum jak kaplica Halpertów nie ma na żadnym warszawskim cmentarzu. Budowla w formie greckiej świątyni jest egzemplifikacją późnego warszawskiego neoklasycyzmu. Powstała w latach 1833-35 z fundacji Marii ze Słuckich Halpertowej dla uczczenia jej męża Salomona zmarłego w 1832 r. Był on dzierżawcą monopolu tytoniowego, później zaś bankierem wspierającym ewangelickich współwyznawców. Projekt budowli sporządził architekt Adolf Schuch, a w latach 80. XIX w. przebudował ją Jan Heurich senior. W tympanonie znalazły się wyobrażenia geniuszy śmierci dłuta Pawła Malińskiego. Niezwykle uroczysta była konsekracja kaplicy. Uświetniła ją kantata Józefa Elsnera skomponowana do słów Henryka Spiessa. Mauzoleum Halpertów pełni funkcję kaplicy przedpogrzebowej.

 

       Po lewej wznosi się wyniosły neogotycki pomnik z pomalowanego metalu. Upamiętnia rosyjskiego generała majora, członka sztabu generalnego Mikołaja Pfeiffera (1835-82) (al. 4). To jeden z wielu oficerów rosyjskich pochodzenia niemieckiego pochowanych na Cmentarzu Ewangelicko-Augsburskim. Na cokole widnieją napisy w języku rosyjskim, a pod strzelistym baldachimem widać urnę. Wśród nazw bitew, w jakich uczestniczył generał, widnieje przełęcz Szypka, gdzie armia rosyjska w 1877 r. rozbiła wojska tureckie i utorowała Bułgarii drogę do niepodległości.

 

       Niewielki nagrobek Jana Eckelta (1810-32), licealnego kolegi Fryderyka Chopina, inspirowany jest formą kamiennych nagrobków z czasów rzymskich (al. 4 nr 2b). Na tablicy z czarnego kamienia widnieje częściowo zniszczony napis, a niżej - wieniec dębowy oraz miecz legionisty rzymskiego skrzyżowany z odwróconą pochodnią. Eckert jako podoficer artylerii pieszej uczestniczył w powstaniu listopadowym. Zmarł wskutek odniesionych ran 1 stycznia 1832 r.
Zaraz za grobowcem Eckelta widzimy starszy o kilkadziesiąt lat, także niedawno odrestaurowany grobowiec Elizabeth Eckelt (al. 4). Spod uchylonego wieka trumny wysuwa się ręka. Tuż obok widnieje ul pełen pszczół. Motyw pszczół pojawia się na wielu grobowcach na tym cmentarzu. Wizerunek lecącej pszczoły symbolizował duszę wstępującą do nieba. Uważano, że pszczoła nigdy nie śpi - dlatego symbolizowała chrześcijańską czujność. Pojedyncza pszczoła mogła też wyobrażać chrześcijanina, a ul - cały Kościół Boży. W niepozornym grobowcu niemal na wprost głównego wejścia spoczywa z żoną prof. Stanisław Lorentz (1899-1991) (al. 4 nr 23). Od 1935 r. był najpierw wicedyrektorem, a potem dyrektorem Muzeum Narodowego. We wrześniu 1939 r. w czasie okupacji organizował akcję ratowania dóbr kultury. Po wojnie zaś zaangażował się w rewindykowanie zagrabionych w Polsce dzieł sztuki. W czasach PRL-u był jednym z największych autorytetów w dziedzinie sztuki, muzealnictwa i ochrony dóbr kultury. Niezwykle popularny w Warszawie, nie był lubiany w Krakowie, a to za sprawą słynnego obrazu Leonarda da Vinci "Dama z łasiczką". Wypożyczył go z Krakowa na wystawę w Warszawie w 1953 r. i nie chciał zwrócić do Muzeum Czartoryskich. Muzealnicy z Krakowa odebrali obraz ze stolicy, korzystając z wyjazdu profesora na kongres UNESCO w Montevideo.

 

       Z prawej strony przy murze widnieje klasycystyczny pomnik nad grobem Johana Eberharda Taubera (1749-1802), jeden ze starszych zabytków cmentarza. Na obelisku wspartym na cokole ze stylizowanym sarkofagiem widnieje urna. Grozę budzą wyobrażenia dwóch czaszek byków. Symbolizują one nie tylko przemijanie, ale też ofiarę ze zwierzęcia, są zarazem aluzją do ofiary Chrystusa.
Po drugiej stronie alei F u zbiegu z aleją 6 widzimy duży biały pomnik z neogotyckim krzyżem. To grobowiec rodziny Kerntopfów (al. F nr 1), właścicieli najsłynniejszej warszawskiej fabryki pianin. Założył ją w 1840 r. Jan Kerntopf. Mieściła się kolejno przy Elektoralnej, placu Krasińskich, Miodowej, wreszciePrzemysłowej. Pianina odznaczały się nowatorskimi rozwiązaniami technicznymi. W 1878 r. do spółki przystąpił syn Kerntopfa Edward. Kiedy w 1901 r. zmarł, fabryka przeszła w ręce jego braci -Henryka i Józefa.

 

        Jan Sunderland (1891-1979) (al. 6 nr 17) był prawnikiem, historykiem sztuki i fotografikiem. Warto dodać, że w latach międzywojennych był jedynym w Polsce recenzentem fotograficznym publikującym w prasie codziennej.

 

        Medalion z neoklasycystycznym popiersiem widnieje na grobowcu Michała Szuberta (1787-1860) (al. 6 nr 12). Szubert jeszcze przed 1830 r. zasłynął on jako profesor botaniki i leśnictwa na Uniwersytecie Warszawskim oraz założyciel Ogrodu Botanicznego. Publikował wiele prac naukowych z zakresu botaniki, a na jego cześć jeden z amerykańskich gatunków drzew iglastych nazwano Schubertia disticha. W czasie powstania listopadowego z botanika przedzierzgnął się w artylerzystę. Początkowo pochowany był w Płocku. Dopiero po dwóch latach, w 1862 r., jego zwłoki zostały ekshumowane i przewiezione do Warszawy. Wspomniany medalion jest jeszcze późniejszy. Powstał dopiero w 1907 r., a jego autorką była K. Bakka-Szubertowa. Zwróćmy uwagę na pomnik z piaskowca wykonany w zakładzie Reha. Wciąż widnieją na nim ślady po kulach z czasów II wojny światowej.
Jak prezentował się warszawski elegant około 1830 r., możemy się przekonać, patrząc na piękne popiersie ks. Karola Laubera (1778-1835). Brązowa rzeźba autorstwa C.F. Bloendera odlana w 1836 r. przez Sobolewskiego wznosi się na kolumnie z kawowego marmuru (al. 6 nr 8). Została odrestaurowana w 2007 r. za 16 tys. zł. Lauber, duchowny ewangelicko-augsburski nie różni się wyglądem od arystokratów czy światłych mieszczan Królestwa Polskiego. Zasłynął z porywających kazań, biegłej znajomości języków, prawości i odwagi. Gdy w 1806 r. Warszawę zajęli Francuzi, sprzeciwił się zajęciu przez wojsko kościoła luterańskiego na skład siana. Jak pisał Eugeniusz Szulc, doszło wówczas do spotkania Laubera z cesarzem Napoleonem. Ponoć po słowach duchownego: "Ja się na to nie godzę", Napoleon nazwał go szaleńcem i odwrócił się plecami. "Obecny przy rozmowie adiutant, generał Bertrand upomniał księdza, by nie zapominał, z kim mówi. W odpowiedzi Lauber oświadczył, iż wie, że rozmawia z możnym tego świata, ale sam jest sługą potężniejszego władcy, któremu ten budynek jest poświęcony. Wówczas Napoleon gwałtownie się odwrócił i patrząc przenikliwie w oczy duchownego, powiedział: »A więc dobrze, oddalmy tę sprawę «”. Przed 1830 r. Lauber zapraszany był przez księcia Konstantego - grywał w nim szachy (sam był mistrzem). Nie schlebiał jednak księciu i nie ukrywał swych poglądów.Nieomal podręcznikowym przykładem pomnika nagrobnego z czasów klasycyzmu jest obelisk na grobie Schüsslerów z początku XIX w. (al. 6 przy al. E). Obelisk u podstawy przebity jest rodzajem kamiennego sarkofagu. Podobne w formie nagrobki powstawały u schyłku XVIII wieku na wielu europejskich cmentarzach. Wystylizowane napisy na marmurowych płytach głoszą, że spoczywają tu Jochan Chrystian Schüssler zmarły w 1826 r. oraz Regina Elisabeth Schüssler zm. w 1814r.

 

       Po prawej na początku alei E u zbiegu z aleją 6 widzimy grobowiec rodzin Kijoków, Schmidtnerów i Hussaków. Wzruszająca jest tu płasko rzeźbiona scena ukazująca umierającą kobietę w otoczeniu gromadki opłakujących ją dzieci. Obraz chwyta za gardło. Ale jest przecież nadzieja: oto w zwieńczeniu nagrobka widzimy wizerunek motyla, dość częsty na cmentarzu. Owad wyobraża wzlatującą ku niebu duszę, zaś kolejne etapy metamorfozy motyla od poczwarki po imago to symbole życia, śmierci i zmartwychwstania. Nagrobek został przed kilku laty odrestaurowany przez Grażynę Szczypkę-Kozłowską.

 

        Z prawej mijamy odrestaurowaną kapliczkę nad grobowcem rodziny Klawe (al. 5 nr 11). Jej kształt bardziej kojarzy się z cmentarzem katolickim niż protestanckim. Na cokole pomnika widnieje napis: „Nisi religio - umbra et nihil”. W1860r. Henryk Klawe (1832-1926) założył aptekę przy placu Trzech Krzyży, która miała przetrwać 110 lat. 15 lat od jej powstania Klawe założył drugą u zbiegu Marszałkowskiej i Żurawiej. W roku 1868 przy aptece powstało laboratorium farmaceutyczne, w którym przygotowywano rozmaite leki, w tym 14 własnych specyfików - czopki i dziesięć leków w formie zastrzyków. „Utarło się nawet takie powiedzenie: »Powiedz coś klawego «. W odpowiedzi rzucało się którąś z nazw leków produkowanych przez laboratorium magistra Klawe” - pisał badacz warszawskich rodów Tadeusz W. Świątek.Łatwo przegapić grobowiec architekta królewskiego Szymona Bogumiła Zuga (1733-1807). Ponad pomnikiem z napisem "Szymon Bogumił Zug, budowniczy i wykonawca kościoła ewangelicko-augsburskiego w Warszawie" wznosi się wysoki metalowy krzyż. Powstał w setną rocznicę śmierci artysty (al. 5 nr 19). Zug to jeden z najwybitniejszych twórców polskiego klasycyzmu schyłku XVIII wieku. Jak wielu innych architektów warszawskich XVIII wieku przybył z Drezna. W czasach Stanisława Augusta Poniatowskiego zrobił tu oszałamiającą karierę. Jego dziełami były nie tylko dziesiątki kamienic, pałace (m.in. w Natolinie) i ogromny kościół ewangelicko-augsburski na obecnym placu Małachowskiego, ale też wiele romantycznych ogrodów. To on zaprojektował sentymentalną arkadię pod Łowiczem oraz park na Powązkach dla księżnej Izabeli Czartoryskiej (dziś w jego miejscu znajduje się m.in. Cmentarz Wojskowy na Powązkach). Był wreszcie autorem rozdziału o polskich ogrodach w książce Hirschfelda "Theorie der Gartenkunst" z 1785r., która wywarła ogromny wpływ na rozwój ogrodnictwa w kontynentalnej Europie przełomu XIX i XX w. Dodajmy, że za projekt kościoła ewangelickiego na pl. Małachowskiego nie tylko nie wziął wynagrodzenia, ale jeszcze ofiarował na budowę tysiąc dukatów. Ogromną przestrzeń zajmuje ogrodzona kwatera rodziny Spiessów (al. 5). Wgłębi widnieje kamienny pomnik ukazujący żałobnicę, który pochodzi prawdopodobnie z warsztatu rzeźbiarskiego Konstantego Hegla. Figura jest niemal identyczna z rzeźbą na grobowcu Cecylii Strohmayer zmarłej w1856r. Pomnik został odrestaurowany w latach 2004-05 przez Rajmunda Gazdę, remont sfinansowały Tarchomińskie Zakłady Farmaceutyczne, które są kontynuatorami fabryki chemicznej założonej przez Ludwika Henryka Spiessa. Ludwik był synem warszawskiego farmaceuty Henryka Bogumiła. Sprzedał aptekę swego ojca mieszczącą się przy Senatorskiej i w 1844r. otworzył skład materiałów aptecznych przy placu Teatralnym. Kilka lat później w Rudzie Guzowskiej koło Żyrardowa otworzył fabrykę przemiału kości, którą po dziesięciu latach przeniósłdo Tarchomina. Produkowano tu nawozy z mączki kostnej, farby olejne, lakiery, artykuły apteczne, rozmaite kosmetyki i ocet. W latach 80. współwłaścicielem, a w 1886 r. wyłącznym właścicielem zakładów w Tarchominie stał się Stefan Spiess, przedstawiciel kolejnego pokolenia rodziny. Od tego czasu firma działała pod szyldem Ludwik Spiess i Syn. W 1870r. Stefan poślubił córkę znanego malarza Józefa Simmlera - Jadwigę. Pani Jadwiga uchodziła za niezwykle urodziwą. Jej wdzięk podziwiała Anna Leo, po latach opisująca we wspomnieniach raut dobroczynny z udziałem pięknych warszawianek z towarzystwa: "Pani Spiessowa, wykwintna i umiarkowana w tonie i w ruchach, córka malarza Simmlera, sama wysoko muzykalna i artystyczna".

 

       Spoglądając na grobowiec architekta Jana Heuricha młodszego (1873-1925) (al. E nr 1), łatwo się pomylić. Kameralny pomnik sprawia wrażenie, jakby powstał na przełomie XVIII i XIX w. W rzeczywistości stanął po 1925 r., tuż po śmierci architekta, który uznawany jest za jednego z pionierów nowoczesnej architektury w Polsce. Heurich zaprojektował budynki tej klasy co dom dochodowy hr. Krasińskich przy placu Małachowskiego i gmach banku Pod Orłami. W jego budynkach awangardowe rozwiązania techniczne i przestrzenne harmonijnie wiązały się z wysmakowanym detalem architektonicznym, często nawiązującym do sztuki klasycyzmu czasów Ludwika XVI i króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Obok znajduje się symboliczny grobowiec syna architekta Jana Feliksa, który w randze porucznika uczestniczył w wojnie w 1939 r. Wzięty do niewoli przez Armię Czerwoną został zamordowany w Katyniu w 1940 r. Obydwa nagrobki znakomicie ilustrują przepaść, jaka dzieliła wyrafinowaną sztukę Heuricha juniora od dość skostniałego historyzmu czasów jego ojca. Pomnik ojca to dzieło typowo eklektyczne. Jest on po mieszczańsku solidny i mimo poprawności schematyczny. Zdobi go medalion z wizerunkiem architekta wykonany w 1888 r. przez Andrzeja Pruszyńskiego i odlany w zakładzie Łopieńskich. Znajdziemy tu też atrybuty architekta takie jak ekierka i cyrkiel. Jan Heurich starszy nieco przypadkiem byłprojektantem budowli niezwykłej - neobarokowej kamienicy w Al. Ujazdowskich u zbiegu z Wilczą. Jej lokatorzy przez dziesięciolecia straszeni byli przez duchy.

 

       Po prawej stronie alei (nr 12) widzimy popiersie Samuela Lindego (1771-1847) przedstawionego niczym rzymski mędrzecRzeźbę odlano według modelu Jakuba Tatarkiewicza. Linde zasłynął jako autor "Słownika języka polskiego", który zaczęto drukować w 1806r. Był synem ślusarza, radnego Torunia. Studiował teologię w Lipsku. Tam spotykał się z elitą polskiego życia umysłowego: Julianem Ursynem Niemcewiczem, Hugonem Kołłątajem, Stanisławem i Ignacym Potockimi, Tadeuszem Kościuszką, Józefem Maksymilianem Ossolińskim. Był w Warszawie w czasie insurekcji kościuszkowskiej, po jej upadku emigrował do Wiednia i objął posadę bibliotekarza u J.M. Ossolińskiego. W 1803r. wrócił do Warszawy. Na zlecenie władz pruskich podjął się organizacji Liceum Warszawskiego, które miało stać się szkołą propagującą język niemiecki. Linde jako rektor neutralizował politykę germanizacyjną. Na stanowisku rektora pozostał też później, w dobie Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego. Szkołę rozwiązano po upadku powstania listopadowego. Uczniami Lindego byli m.in. Fryderyk Chopin i Oskar Kolberg. Linde był też dyrektorem Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, późniejszej Biblioteki Publicznej, którą traktował jako zalążek Biblioteki Narodowej. Niepozorne i zaniedbane są groby rodzinne Maxymiliana Luxenburga (al. 1 nr 9). Trudno uwierzyć, że spoczywa tu właściciel otwartej kilka lat przed pierwszą wojną światową Galerii Luxenburga przy Senatorskiej. Galeria była pasażem handlowym nakrytym szklanym dachem, mieściła hotel, wielkie kawiarnie i sklepy. Niestety, po pierwszej wojnie światowej mocno podupadła, choć to właśnie w niej ulokował się słynny kabaret Qui Pro Quo. Nad wejściem do budynku Luxenburg umieścił napis: "Sibi et suis" (Sobie i swoim), co już po pierwszej wojnie światowej złośliwi warszawiacy przekręcali na "Sibi et suibus" (Sobie i świniom). Trudno przejść obojętnie obok wmurowanej w mur płyty nagrobnej Anny Reginy (1760-93) (al. 1 nr 19).Na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie pękniętej i byle jak wmurowanej. Jest to jednak pęknięcie zamierzone. Oto przez szczelinę wydobywa się dłoń trzymająca niemowlę. Można by tę scenę uznać za symbol śmierci (pęknięta tarcza) i zarazem odradzania się życia (niemowlę), gdyby nie uparcie powtarzana opowieść. Otóż Anna Regina, żona Jana Jerzego Kilemana, pod starszego konfraterni introligatorskiej, pochowana została w letargu. Dzień po pogrzebie grabarz usłyszał jęki. Rozkopał grób, odbił wieko trumny i ujrzał przebudzoną kobietę. Niestety, za późno. Kobieta zmarła w trumnie przy połogu, wydając na świat zdrowe dziecko. Inna z opowieści głosi, że to mąż targany przeczuciem rozkopał grobowiec i ujrzał w nim ciało żony, która usiłowała wydobyć się z pułapki, obok zaś martwego noworodka.

 

       Grobowca Weiglów z napisem "den Toten" ("zmarłym") nie sposób pominąć (al. 1 nr 27). Ogromny, zaprojektowany w duchu wczesnego modernizmu przez Feliksa Giecewicza, ozdobiony jest monumentalną postacią smutku pochylonego nad wrotami do świata zmarłych. Spoczywają tu m.in. Willy Richard Weigle (1904-10) i Wilhelm Friedrich Weigle (1839-1910). Miniaturą doryckiej świątyni greckiej jest pomnik nagrobny rodziny Dückertów (al. 1 nr 23). Karol Fryderyk Dückert (1764-1834) był przybyszem z Drezna. W 1827 r. wybrano go na wiceprezesa Kolegium Kościelnego gminy ewangelicko- augsburskiej w Warszawie. Był członkiem loży masońskiej i właścicielem pałacu Pod Czterema Wiatrami przy ul. Długiej. Gdy w 1822 r. władze Królestwa zakazały działalności wszelkich związków tajnych i masonerii, by ratować majątek loży, kupił Pałac Działyńskich będący własnością wolnomularzy.

 

       Warto zwrócić uwagę na pomalowany na czarno pomnik Frydrychsów (al. 1, u zbiegu z al. D). Chociaż formą przypomina kamienne nagrobki z czasów starożytnego Rzymu, to odlano go z nowoczesnego materiału, jakim było w połowie XIX w. żeliwo.
Kto odziedziczył po przodkach stare łyżeczki, sztućce z "białego metalu" lub cukiernicę, niech spojrzy na wybite na nich sygnatury. Może odczyta napis "Henneberg". Firma Bracia Henneberg była jednym z większych w Warszawie zakładów platerniczych. Tu (al. D nr 13) leży m.in. twórca potęgi rodziny Juliusz (Julian) Józef (1835-1907). Najpierw był mistrzem w fabryce platerów Frageta. W 1857 r. z mistrzem brązownictwa Michałem Czajkowskim założył warsztat wyrobów platerowanych. W 1862r. firma przeniosła się na Wolską. Niebawem do spółki przystąpił brat Juliusza - Wilhelm (1844-1917), stąd nazwa Bracia Henneberg.

 

        Kaplica rodziny Bogumiła Moehringera (al. 1, na wprost al. C) jest ogromna i znajdziemy w niej zarówno motywy sztuki dawnego Rzymu, Aten, jak i renesansu. Warto zatrzymać się przy pomniku, bo znakomicie oddaje on gust architektoniczny Warszawy przełomu XIX i XX w.

 

       Smutno wyglądają zarośnięte chwastami grobowce Flattów (al. 1 nr 51). Spoczywa tu m.in. Jerzy Beniamin Flatt (1786-1860), agronom i współtwórca Instytutu Agronomicznego w Marymoncie. Była to jedyna wyższa szkoła warszawska w czasach po powstaniu listopadowym. Jest też ona poprzedniczką współczesnej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

 

       Ogromna eklektyczna kaplica Granzowów (al. 1 nr 76)nakryta zielonkawą kopułą i obłożona cegłą tzw. granzówką może uchodzić za reklamę firmy. Granzowowie byli bowiem przedsiębiorcami budowlanymi i właścicielami cegielni w Kawęczynie, jednej z największych w Warszawie. Założył ją w 1866 r. Lucjan Kazimierz Granzow. Zmarł w 1912 r. Kilka tygodni wcześniej zginął jego kuzyn Lucjan Fryderyk Granzow zastrzelony przez bandytów, którzy próbowali odebrać mu zegarek.

 

       Dowodem tolerancji warszawskich ewangelików jest grobowiec pracownika ambasady sowieckiej Iwana Iwanowicza Pietrowa (1902-26) (al. 1, przy al. B).Po śmierci dyplomaty w Warszawie zarząd żadnego innego cmentarza nie chciał zgodzić się na pochowanie szczątków bolszewika. Na pomniku ujrzymy ówczesny imperialny czy może raczej "internacjonalistyczny" herb ZSRR - sierp i młot na tle kuli ziemskiej.


 
       Ogromne mauzoleum jest dziś jedyną pamiątką po piwowarskim imperium Hermana Junga (1818-90) (al. A nr 5).Wielu uczestników pogrzebu tego króla piwa przybyło na cmentarz nie z żalu za zmarłym, ale z powodu perspektywy darmowego wyszynku. Dla uczestników konduktu przygotowano 200 antałków piwa ofiarowanego według zwyczaju na stypę. Projektantami grobowca byli architekci Edward Lilpop i Józef Pius Dziekoński. W wystroju kaplicy dominują formy romańskie. Portal wypełnia półkolisty tympanon z rzeźbą dłuta Antoniego Olesińskiego wyobrażającą Chrystusa błogosławiącego parę małżonków z dwójką dzieci. Być może postaci ukazują samego Junga z jego drugą, młodszą o 30 lat żoną Selmą Kintzel i ich dziećmi Gustawem i Heleną. Uważny spacerowicz dostrzeże też dwie kamienne sowy - ptaki zmarłych.

 

       Dziełem XIX-w. eklektyzmu jest ogromny nagrobek Spitzbarthów przyklejony plecami do muru oddzielającego Cmentarz Ewangelicki od Żydowskiego(al. A nr 11). Spoczywa tu m.in. Artur Spitzbarth (1893-1942), projektant kamienic warszawskich i właściciel niezwykle ozdobnego domu na rogu Nowego Światu i ul. Foksal. Żonaty był z Aleksandrą z Duninów Borkowską. Dwóch jego synów zapisało się w dziejach Warszawy. Artur Jerzy podobnie jak ojciec został architektem, sporo budował w latach międzywojennych. Zamordowano go w1940 r. w Katyniu. Karol był popularnym aktorem i reżyserem. Przyjął pseudonim Karol Benda, występował m.in. na scenie Teatru Polskiego, Teatru Rozmaitości, Aktora, Kameralnego i Malickiej. Zmarł w czasie okupacji na deskach teatru. Piwowarami była rodzina Machleidów (al. A nr 29).Nigdy nie udało im się jednak pokonać największych potentatów piwnych Warszawy Hermana Junga i browaru Haberbusch i Schiele. Browar Machleidów działał na rogu Chłodnej i Wroniej, w miejscu gdzie dziś jest warsztat samochodowy. Kupił go w 1869 r. Karol Machleid (1837-1906). Ten przemysłowiec i syn piwowara Jana (1799-1867) był postacią nietuzinkową. Jak pisał historyk Eugeniusz Szulc, w młodości praktykował w browarze swego ojca na Grochowie. Przed wybuchem powstania styczniowego związał się z jakąś grupą konspiracyjną. Rosjanie go aresztowali, skazali i zesłali na Syberię. Spędził tam kilka lat, wrócił do Warszawy i zajął się interesami. Gruntownie przebudował stary, mało rentowny zakład na Chłodnej. Jako pierwszy w kraju kupił maszyny do mechanicznego napełniania butelek. Produkowane tu piwo musiało nieźle smakować, bo "nazwisko Machleida stało się synonimem jakości". Gdy zmarł, w1906r. firmę przejęli jego sukcesorzy. Gdy po I wojnie światowej wiele browarów upadło, browar Machleida prowadzony przez synów Karola -Karola Ryszarda, a od 1917 przez pastora Juliusza (1866-1936) -wszedł w skład Zjednoczonych Browarów Warszawskich "Haberbusch i Schiele".

 

        Od wielu dziesięcioleci brakuje medalionu autorstwa Andrzeja Pruszyńskiego zdobiącego niegdyś imponujący obelisk na grobowcu Bogusława Herse (al. A nr 9).Nazwisko Hersów przeszło do legendy Warszawy belle époque. To do nich należał największy i najbardziej renomowany warszawski dom mody. Jeden z protoplastów rodziny Ernest Wilhelm jako pierwszy zajął się wzorową uprawą buraków cukrowych. Bracia Adam (1850-1915), Bogusław (1839-80) i Ferdynand (1845-1905) w 1868 r. założyli swój pierwszy dom handlowy przy Senatorskiej 10 pod nazwą Handel Koronek i Towarów Białych oraz Magazyn Mód Bogusław Herse. W 1899 r. firma przeniosła się do nowego, reprezentacyjnego gmachu przy Marszałkowskiej róg Kredytowej. Wszyscy trzej bracia spoczywają w grobowcu rodzinnym.

 

       Rozmiary modernistycznego grobowca Wedlów (al. A nr 31) przekonują o potędze najsłynniejszej firmy cukierniczej w Warszawie. Wszystko było tu z najlepszych materiałów - czerwonego granitu i brązu. Niestety, elementy ogrodzenia dawno rozkradziono. Nad całością wznosi się potężna figura Chrystusa dłuta Stanisława Lewandowskiego z 1931 r. Tło dla niej tworzy ceglany mur i widoczna za nim tajemnicza i mroczna gęstwina drzew zarastających najbardziej zapomnianą część sąsiedniego Cmentarza Żydowskiego. Tu pod czerwonym kamieniem spoczywają królowie warszawskiej czekolady. Firmę założył w 1851 r. Karol Ernest Wedel (1813-1902) (al. 52 nr 36). Działała w dawnym Pałacu Chodkiewiczów przy Miodowej. W sklepie urządzonym przy wytwórni handlowano własnego wyrobu ciastkami, tortami, cukierkami i oczywiście czekoladą. Jak pisał Wojciech Herbaczyński, była to głównie czekolada do picia, "chyba dobra, bo wypijano jej czterysta do pięciuset filiżanek dziennie". Inną specjalnością firmy były karmelki śmietankowe polecane jako środek leczniczy i łagodzący dolegliwości piersiowe i "wiosenne słabości". Po przejęciu firmy przez syna Ernesta Emila Wedla (1841- 1919) dokupiono place na Szpitalnej i tam rozbudowano fabrykę. To za jego czasów fabryka stała się sławna na całą Polskę, a wedlowskie czekolady nie miały sobie równych. Emil wraz z synem Janem (jego matką była Eugenia z Böhmów) przenieśli w latach międzywojennych produkcję do nowych budynków na Kamionku.

 

       Secesyjny anioł śmierci na grobowcu Gustawa Friedmana (1842-1902) (al. 64, nr 1) trzyma skrzypce. Friedman był wirtuozem skrzypiec, kompozytorem i nauczycielem. Zachwycał na koncertach w całej Europie. Uczył gry w warszawskim Instytucie Muzycznym, a od 1889 r. na podobnej uczelni w Odessie. Tam zmarł.

 

       Nowy grobowiec o tradycyjnych formach przypominających neorenesansowe pomniki z XIX w. (al. D na końcu) upamiętnia Ryszarda Jandę (1927-95) - ojca aktorki Krystyny Jandy. - Wzoruje się na grobowcu rodzinnym Jandów na cmentarzu w Budapeszcie - zdradza Czesław Kubicki, który odkuł grobowiec w piaskowcu.

       Wzdłuż muru ciągnie się lapidarium. Znajdziemy tu kamienne płyty nagrobne pochodzące zniszczonych grobów. Niektóre z nich pochodzą zze początku XIX w. Niedawno odrestaurowano nagrobek rosyjskiego oficera Ivana (Jana) von Peuckera (al. 29). Widnieją na nim rosyjskie napisy i data śmierci - 7 kwietnia 1861 r. Ten pułkownik kwatermistrzostwa popełnił samobójstwo w proteście przeciw tłumieniu polskiej manifestacji na pl. Zamkowym. Jak pisze Eugeniusz Szulc, namiestnik Królestwa Polskiego, tak był zszokowany postawą pułkownika, że kazał wycofać wojsko, a manifestanci spokojnie opuścili plac.

 

       Obelisk z czarnego marmuru dębnickiego to grobowiec rodziny Wilhelmów (al. 23 nr 33).Ma ponad 200 lat i należy do najstarszych na cmentarzu. Kilka lat temu został odrestaurowany. -Widniały na nim XX-w. tablice. Kiedy złodzieje oderwali rozety, którymi przytwierdzone były do cokołu, odkryliśmy oryginalne inskrypcje. Są to teksty o pochowanych tu zmarłych, którzy przybyli z Wielkopolski i byli m.in. właścicielami podwarszawskiego Milanówka - opowiada Witold Straus, przewodniczący społecznego komitetu opieki nad cmentarzem.

 

       Żeliwna kaplica Braeunigów (al. D) to jeden z najcenniejszych zabytków sztuki sepulkralnej w Warszawie. Elementy składające się na mauzoleum sprowadzono zapewne spoza granic Królestwa Polskiego. Kaplica to istna koronka wypleciona z metalu. Pełna gotyckich detali: maswerków, kwiatonów, żabek, sterczyn i wimperg. Całość sprawia wrażenie gotyckiego pawilonu przeniesionego tu z romantycznego parku krajobrazowego. Fundatorką była Klarysa Karolina z Lutzów Braeunig. Uczciła pamięć swego męża Karola Bogumiła zmarłego 15 kwietnia 1818 r., właściciela handlu winem. Naprzeciwko fasady kaplicy u zbiegu al. D i al. nr 19 widzimy duży grobowiec z piaskowcarodziny Pothsów. Jeden z protoplastów rodu Jerzy Fryderyk Poths (1750-1806)był kupcem i bankierem, w 1790 został nobilitowany i otrzymał herb Trójstrzał. Pothsowie najbardziej znani byli jako właściciele Młocin oraz Łomianek, które należały do nich od XVIII aż do XX w.

       Pfeifferowie byli potentatami w dziedzinie garbarstwa. Chociaż należała do nich jedna z największych fabryk garbarskich Imperium Rosyjskiego, mieszkali w skromnym domu koło fabryki, a ich grobowce (al. C, róg 55) niczym specjalnym się nie wyróżniają. Pierwszy z Pfeifferów - Walter - przybył do Warszawy z Balingen w Wirtembergi. Założył warsztat garbarski na Lesznie. Zmarł w 1796 r., a garbarnię odziedziczyli po nim synowie Jan Walter i Jan Chrystian. Syn Jana Chrystiana Jan Henryk przeniósł ją z Leszna na Nowolipie przy Żelaznej. A kolejny spadkobierca Stanisław Pfeiffer zakład rozwinął. -Było to pokolenie zupełnie już spolonizowane - uważa pani Halina Pfeiffer. Około 1872 r. Stanisław Fryderyk kupił posesję przy Okopowej, gdzie zbudował nową ogromną fabrykę. Przed 1914 r. jednym ze współwłaścicieli firmy był Stanisław Leopold. Zawsze chodził w słomkowym kapeluszu. Miał
charakterystyczną sienkiewiczowską bródkę. Jego żonę, a moją babcię Emilię z Temlerów pamiętam nieodmiennie ubraną w długą suknię do ziemi o kroju pochodzącym jeszcze z wieku XIX -wspomina Halina Pfeiffer. Jeżeli Pfeiffer, Temler i Szwede byli książętami warszawskich garbarzy, to Karol J. Szlenkier
był królem (1839-1900) (al. C, przy al. 53).Był tak bogaty, że w centrum miasta zbudował pałac ustępujący luksusem jedynie siedzibie barona Leopolda Kronenberga. Jako 19-latek przejął fabrykę po ojcu Janie Karolu. Importował surowiec z Ameryki, Australii i Azji. Gdy przyjął do współpracy brata Jana Józefa, ich firma zmieniła nazwę na Bracia Szlenkier.

       Piękny secesyjny nagrobek z czerwonego piaskowca odkuł znany rzeźbiarz Zygmunt Otto (al.54 nr 32).Widnieją tu płaskorzeźby głów Karola Augusta i jego żony Amalii z Lepków Jenike. Karol August (1826-1906) był młynarzem.
Jego synowie w 1903 r. założyli liczące się w Warszawie biuro - Bracia Jenike Inżynierowie -przekształcone z czasem w fabrykę dźwigów.

 

Spacerownik 2007 – Cmentarze ewangelickie; Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski
Gazeta Wyborcza, 25.10.2007;